Tylko czy wy sami nie macie żadnych win wobec Pana, waszego Boga?

2. Księga Kronik 28,10

Nigdy nie miałem szczęścia w życiu” – powiedział mi pewien mężczyzna, którego odwiedziłem w więzieniu. I rzeczywiście – pech, jak to mówią ludzie, zdawał się go prześladować. Miał bardzo trudne dzieciństwo, wychowywał się bez krzty miłości. Już jako mały chłopiec został umieszczony w domu dziecka. Nie trwało długo, aż wpadł w złe towarzystwo. Popełnił kilka drobnych przestępstw, za które dwukrotnie musiał odpowiadać przed sądem. Po udziale w napadzie, podczas którego zamordowano jednego mężczyznę, został skazany na wieloletni pobyt w więzieniu. Gdy go odwiedziłem, spędzał już w nim trzynasty rok – bez żadnych odwiedzin oraz listów od rodziny i przyjaciół. Nikt się o niego nie troszczył. „Sam pan widzi – powiedział, gdy skończył opowiadać swoje smutne dzieje – że prześladuje mnie pech. Nieszczęście za nieszczęściem! Czy może mi pan powiedzieć, jak można położyć temu kres?”.
„Czy sądzisz, że naprawdę tu chodzi o kwestię powodzenia lub niepowodzenia? – zapytałem. – Jeżeli naprawdę ci na tym zależy, aby twe życie przybrało inny obrót, musimy zadać sobie inne, głębsze pytanie: jak można zerwać z grzechem? To, co dzisiaj musisz boleśnie znosić, to konsekwencje twej winy. Grzech nigdy nie pozostaje bez następstw, a jego wieczne skutki są o wiele, wiele poważniejsze niż tymczasowa kara, jaka została teraz na ciebie nałożona. Przyjdź do Pana Jezusa Chrystusa! On może i chce uwolnić cię od strasznych następstw grzechu i zmienić twoje życie!”.
Ów więzień słuchał uważnie i z zainteresowaniem. Po przeczytaniu kilku wersetów z Biblii, uklęknąłem i pomodliłem się z nim. Następnie on sam wyznał Bogu swoje grzechy. Otrzymał przebaczenie i pokój. Razem mogliśmy podziękować Panu za Jego wielką łaskę, za tę pierwszą chwilę nowego początku!

Reklamy